piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział I



         Otworzyłam oczy. Czy już jestem w niebie?, pytałam się w myślach.Rozejrzałam się dookoła. Znajdowałam się w tym samym zaułku, w którym zostałam napadnięta. No cóż, to raczej nie jest niebo. Ale chwila! Ja nie powinnam żyć. Przecież... Spojrzałam w dół na brzuch. Moja ulubiona bluzka na krótki rękaw była cała we krwi. Ręce również. Podniosłam powoli bluzkę do góry odsłaniając brzuch. Jakie było moje zdziwienie, gdy nie ujrzałam żadnej rany. Zaczynałam się zastanawiać, co tu się naprawdę dzieje. Wstałam i otrzepałam spodnie. Jak mam wrócić do domu w takim stanie? Westchnęłam i odwróciłam się w stronę wyjścia z zaułka. Nagle stanęłam jak wryta. Przede mną stał wysoki brunet o niebieskich oczach i z lekkim zarostem. Ubrany był w czarne spodnie i szarą bluzkę przylegającą do jego ciała.

- Witaj Gabrielle - odezwał się niebieskooki.

- Czy my się znamy? - spytałam cofając się o krok.

- Nie - powiedział stojąc w tym samym miejscu, ale bacznie mnie obserwując - Ty mnie nie znasz, ale ja znam ciebie. Wiem o tobie wszystko...

- Kim jesteś? - zapytałam coraz bardziej się denerwując.

- Nazywam się Colin... Jestem aniołem - odpowiedział, a ja otworzyłam szerzej czarne oczy.

- Aniołem? - powiedziałam z kpiną - To jakiś żart?

- Nie Gabrielle, to nie żart.

- Ok. Słuchaj....Aniele, miło było cię poznać, ale teraz muszę wracać do domu - mówiłam idąc w jego stronę i próbując go wyminąć.

- Nie możesz wrócić do domu - powiedział zastawiając mi drogę.

- A to dlaczego?! - spytałam kładąc ręce na biodrach.

- Uratowałem ci życie moja droga. Teraz jesteś taka jak ja. Jesteś Aniołem, a obowiązkiem Anioła jest strzec dusze, przed Śmiercią, która zsyła je do piekła. Czy tego chcesz czy nie to twoje przeznaczenie. Od teraz jesteś nieśmiertelna, nikt nie może cię zabić.

- Ahaa - powiedziałam - A co z moją rodziną?

- Musisz ich zostawić i wyjechać do Nowego Jorku. Tam zapewnię ci mieszkanie i pieniądze oraz będziesz tak jak teraz chodzić do szkoły.

- A co jeśli się nie zgodzę i nie wyjadę? - spytałam ciekawa.

- Są gorsze rzeczy niż śmierć - rzucił.

- Eh.Ok wyjadę - wyszeptałam.

- Dobrze. Złap mnie za rękę - powiedział wyciągając ją w moją stronę. Zawahałam się przez chwilę, ale przyjęłam jego dłoń. Gdy się złączyły zaczęliśmy powoli znikać, aż wreszcie rozpłynęliśmy się w powietrzu. Nie minęła nawet minuta, a my staliśmy teraz w niewielkim salonie. Rozejrzałam się oglądając wszystko dookoła. Ściany pomalowane były na jasny fiolet. Stała tu sofa, kilka regałów z książkami oraz wielki telewizor plazmowy.

- To wszystko jest twoje - odezwał się Colin i usiadł na granatowej sofie, czując się jak u siebie.
- Więc... Colin'ie, będę mieć skrzydła? - spytałam bez ogródek. Anioł spojrzał na nią unosząc brwi do góry, po czym zaśmiał się głośno - Co cię tak śmieszy?

- Nie Gabrielle. Nie będziesz mieć skrzydeł - powiedział ciągle się śmiejąc - Za to możesz się teleportować w każde miejsce. Wystarczy wyobrazić sobie owo miejsce. To łatwe. Spróbuj! - popatrzyłam na niego przerażona - Teleportuj się do... kuchni.

- Ale ja nie potrafię - powiedziałam.

- Wyobraź sobie ją! - krzyknął zniecierpliwiony Colin. Westchnęłam i zamknęłam oczy. Wyobraziłam sobie, każdy szczegół. Czułam mrowienie na całym ciele. Otworzyłam szybko oczy i ze zdziwieniem stwierdziłam, że stoję w kuchni.

- Udało się! - krzyknęłam z radością. Usłyszałam głośny śmiech dobiegający z innego pomieszczenia. Poszłam za głosem i znów znalazłam się w salonie. Colin patrzył na mnie rozbawiony, przez co ja też się uśmiechnęłam. Lecz długo to nie trwało. Poczułam się dziwnie, a przed oczami pojawił się obraz.

156 Gold Street

Po sekundzie wszystko znikło, a ja stała przed Colin'em, zastanawiając się co to było. Zapytałam, więc chłopaka, a ten rozwiał moje wątpliwości. Tam właśnie, ktoś umarł, a ja miałam się tam zjawić i odesłać duszę do nieba, zanim Śmierć mnie uprzedzi. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Na szczęście Colin pokaże mi jak mam to zrobić. Złapał mnie za rękę i rozkazał bym teleportowała się w to miejsce. Zrobiłam, więc co kazał. Znów poczułam mrowienie na całym ciele, które po kilku sekundach znikło. Otworzyłam oczy. Słońce zaczęło już chylić się ku zachodowi. A niebo przybrało czerwony kolor. Ten widok zapierał dech w piersi. Z rozmyśleń wyrwało mnie uderzenie w ramię. Zwróciłam się w stronę Colina ze złością w oczach. 

- Widoki będziesz oglądać kiedy indziej. Teraz praca - powiedział i wskazał leżące przed nami zwłoki.młodej dziewczyny. Miała krótkie blond włosy teraz poplamione krwią. Jej zielone oczy wpatrywały się w dal. Była taka młoda. Nie zasługiwała na śmierć. Wpatrywałam się w nią jak zahipnotyzowana, gdy nagle z jej klatki piersiowej zaczęła wychodzić coś prześwitującego. To dusza - powiedział głos w mojej głowie. Dusza dziewczyny stanęła przy swoim ciele i patrzyła wprost na mnie. Uśmiechnęła się do mnie, po czym zaczęła lecieć w moją stronę. Stałam jak słup soli, nie mogąc się ruszyć. Dziewczyna wcale nie zatrzymała się przede mną tylko wleciała we mnie, przez co ledwo utrzymałam równowagę. Łał, dziwne uczucie, pomyślałam. Lecz dziwniejsze było to, że wiedziałam wszystko o tej dziewczynie. Nazywała się Eve Evans, miała dwadzieścia dwa lata. Lubiła zupę ogórkową, jej ulubionym kolorem był zieleń... i wiele innych rzeczy. Kiedy w końcu wszystko znikło, tym razem Colin teleportował nas do "mojego" mieszkania. Usiadłam zmęczona na sofie i zamknęłam na chwilę oczy.

- Teraz wiesz na czym polega twoja rola - powiedział niebieskooki - Jutro twój pierwszy dzień w nowej szkole Gabrielle. Wypocznij. - dodał i dosłownie zniknął.

               Wstałam ociężale z sofy i powlekłam się w stronę łazienki by się wykąpać. Następnie poszukałam jakiś ubrań w wielkiej szafie. Było tam sporo rzeczy, tylko oczywiście nie było piżamy. Wzięłam więc jakąś bluzkę i założyłam ją na siebie. Poczłapałam w stronę łóżka i rzuciłam się na nie. Zmęczenie wzięło górę i zasnęłam.


- Jak dziewczyna? - zapytał mężczyzna siedzący na wielkim tronie w środku sali. Był tu tylko on i jego oddany sługa. Król znał go od kilku stuleci. Choć był bardzo stary i liczył kilka tysięcy lat wyglądał na dwadzieścia pięć. Władał królestwem Hettos on bardzo dawna, kiedy jego ojciec Astos zmarł, władzę przejął jego najstarszy syn Fansos i tak już pozostało. 

- Szybko się uczy - odpowiedział sługa. Fansos uśmiechnął się złowieszczo i zaczął głaskać wielkiego czarnego lwa leżącego obok jego stóp. 

- To dobrze - powiedział król  - Ona jest bardzo ważna. Dzięki niej zdobędziemy więcej dusz. 

- Tak panie.

- Reikos będzie załamany - zaśmiał się król - Tak jak i mój brat.

- Co się stanie, gdy wuj Waszej Wysokości dowie się o dziewczynie? - spytał sługa.

- Reikos, jest już stary. Nawet jeśli się dowie to i tak nic nie wskóra. 

- A co z Keris'em? 

- Z nim mogą być problemy - zamyślił się Fansos - Naucz dziewczynę wszystkiego - zwrócił się do stojącego przed nim sługi - Musi się przygotować na bitwę, która niedługo się rozpocznie, zrozumiałeś? - spytał, choć wiedział, że mężczyzna go posłucha. Zawsze najlepiej wypełniał jego rozkazy. Dlatego był również jego prawą ręką.

- Tak panie.

- Możesz iść! - powiedział król. Sługa zaczął iść w stronę wielkich, ciężkich drzwi, po czym wyszedł zamykając je z głośnym hukiem. Fansos rozsiadł się wygodniej na swoim tronie. Był pewny, że Colin nauczy tą dziewczynę wszystkiego. Gdy to się stanie i gdy wygra wojnę, będzie rządził światem. Uśmiechnął się na samą tą myśl.



                

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz