piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział II

         

            Obudził mnie budzik wydający wkurzające dźwięki. Nie otwierając oczy sięgnęłam budzika i wyłączyłam urządzenie. Opadłam na poduszki i westchnęłam ciężko. Czas do szkoły, pomyślałam. Uchyliłam powieki i rozejrzałam się po sypialni. Wczoraj byłam tak zmęczona, że od razu zasnęłam, więc nie miałam okazji przyjrzeć się swojej nowej sypialni. Stało tu duże łóżko, na którym właśnie leżałam, szafa, biurko z laptopem i kilka szafek. Ściany pomalowane były na niebiesko, a na podłodze leżał jasny, puszysty dywan. Pomyślałam o rodzicach. Co oni przeżywają? Czy mnie szukają? Wstałam i poszłam szybko do łazienki by wykonać poranne czynności. Potem znalazłam w szafie czarne spodnie i bluzkę tego samego koloru. W sumie wszystkie ubrania były w tym kolorze. Założyłam również czarne trampki i poszukałam wzrokiem torby, którą wczoraj dał mi Colin. Wreszcie znalazłam ją na biurku. Uśmiechnęłam się do siebie. Jak mogłam jej wcześniej nie zauważyć? Wzięłam, więc torbę, w której już znajdowały się zeszyty i założyłam na ramię, po czym poszłam do kuchni, coś zjeść. W lodówce było pełno jedzenia. Wszystko wyglądało pysznie. Po śniadaniu, skierowałam się w stronę wyjścia. Zamknęłam drzwi na klucz i ruszyłam schodami w dół. Moje mieszkanie znajdowało się na czwartym piętrze. Zbiegłam szybko po schodach i wyszłam na zatłoczoną ulicę. W którą stronę?, pytałam się w myślach. Po sekundzie w moje głowie ułożyła się trasa, którą mam iść. Ciekawe, czy na egzaminach będę znała wszystkie odpowiedzi, nawet się nie ucząc? Szłam chodnikiem, mijając ludzi śpieszących się do pracy lub do szkoły. Nikt nie zwracał uwagi na czarnowłosą siedemnastolatkę. Była dla nich niewidzialna, była nikim. Zastanawiałam się, czy jeśli coś by mi się stało, ktoś by mi pomógł.

                   Stanęłam przed budynkiem szkoły. Łał. Ta szkoła jest ogromna. To pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy. Patrzyłam na nią jakiś czas, gdy w końcu rozległ się dzwonek oznajmiający początek lekcji. Ruszyłam więc w stronę oszklonych drzwi. W środku było dużo przestrzeni. Na korytarzach stały rzędami szare szafki, a na ścianach koloru brązowego wisiały dyplomy. Szłam dalej w kierunku sekretariatu. Chociaż nigdy tu nie byłam wiedziałam doskonale, gdzie się znajduje. Szybko znalazłam się przed drzwiami z tabliczką "Sekretariat", zapukałam i weszłam do środka. Stało tu biurko, a za nim siedziała starsza kobieta. Gdy zamknęłam drzwi podniosła wzrok znad papierów i utkwiła, go we mnie.

- W czym mogę służyć? - spytała kobieta.

- Nazywam się Gabrielle Hanson, i jestem nowa - odpowiedziałam.

- A tak - powiedziała ożywiona - Poczekaj chwilę.... To twój plan lekcji i kod do szafki - podała mi kartki. Podziękowałam jej  i wyszłam zostawiając ją samą.  Spojrzałam na plan. Pierwsza lekcja. Historia. Cudownie. Nie cierpię historii. Od razu znalazłam odpowiednią salę. Zapukałam i weszłam. Nauczyciel omiótł mnie zmęczonym wzrokiem, a klasa ucichła nagle i zwróciła się w moją stronę. Dziwne, ale stara ja, od razu by czuła się nieswojo. Nowa ja natomiast zignorowała natarczywe spojrzenia i powiedziała.

- Gabrielle Hanson, nowa - nauczyciel machnął tylko ręką i wskazał wolne miejsce na końcu sali. Posłusznie udałam się w to miejsce odprowadzana przez kilkanaście par oczu. Usiadłam i zaczęłam słuchać nudnej lekcji. Gdy nauczyciel zadawał uczniom różne pytania, uśmiechałam się do siebie, ponieważ znałam odpowiedź na każde zadane pytanie. No cóż, chyba chodzenie do szkoły nie będzie takie złe. W poprzedniej szkole ledwo dostawałam trójki, a teraz mogę mieć nawet szóstki, bez uczenia się. Niespodziewanie przed oczami pojawił się adres. Dlaczego akurat teraz? Wstałam szybko i założyłam torbę, zamierzając wyjść z klasy, gdy zatrzymał mnie głos nauczyciela.

- Panno Hanson, panie Carter, a gdzie wy się wybieracie? - odwróciłam się i stanęłam twarzą w twarz z jakimś chłopakiem. Miał czarne włosy i oczy, które patrzyły na mnie podejrzliwie. Mogę śmiało stwierdzić, że jest bardzo przystojny. STOP! Co to za myśli? Potrząsnęłam energicznie głową.

- Źle się czuję - powiedziałam nie patrząc na nauczyciela.

- A pan? Panie Carter - mężczyzna zwrócił się do chłopaka.

- Ja za potrzebą - wyjaśnił z szerokim uśmiechem.

- Wypuszczę was, jeśli pan, panie Carter odprowadzi pannę Hanson do pielęgniarki - chłopak zacisnął szczękę powstrzymując się od krzyku.

- Oczywiście - wycedził.

- Więc idźcie - rzucił nauczyciel. Wyszłam pospiesznie z klasy i ruszyłam przed siebie.

- A ty gdzie? - spytał się chłopak. Odwróciłam się do niego i uniosłam brwi do góry.

- Nie rozumiem - powiedziałam nieco zdenerwowana. Musiałam się spieszyć.

- Do pielęgniarki to w drugą stronę - powiedział.

- Yyy... Wiesz już mi lepiej - rzuciłam i zaczęłam iść w stronę łazienki. Lecz nie zdążyłam złapać klamkę, bo chłopak złapał mnie za nadgarstek i obrócił w swoją stronę - Puść mnie!- syknęłam w jego stronę, ale ten ani drgnął - Mówiłam. Puść. Mnie - zaakcentowałam każde słowo oddzielnie z mocą, której się nie spodziewałam. Ziemia zatrzęsła się lekko pod wpływem moich słów. Patrzyłam na chłopaka z wściekłością, ten ze zdziwieniem na twarzy puścił moje nadgarstki i odszedł kilka kroków. Ja natomiast wzięłam głęboki wdech i zamknęłam oczy by się trochę uspokoić. Ziemia przestała się trząść, a wokół zapanowałam grobowa cisza. Otworzyłam oczy i spojrzałam na czarnookiego, który nie odrywał ode mnie wzroku. W jego oczach było widać zdziwienie, ale i ciekawość. Złapałam ręką klamkę i weszłam do łazienki zostawiając chłopaka na korytarzu. Przypomniałam sobie adres i teleportowałam się tam. Stałam teraz przed zwłokami starszego mężczyzny. Jego dusza stała obok ciała, tak jakby na mnie czekała. Gdy mężczyzna, a raczej jego dusza mnie ujrzała zaczęła pędzić w moją stronę. Gdy wleciała w moje ciało, zobaczyłam obrazy z życia owego mężczyzny. Nazywał się David Devis, miał siedemdziesiąt lat. Wiedziałam też co najbardziej lubi, znałam imiona osób z jego rodziny, a nawet wiedziałam jak zmarł. Miał zawał. Otrząsnęłam się i rozejrzałam dookoła, czy aby nikt mnie nie widział. Gdy byłam pewna, że nikogo nie ma wyobraziłam sobie łazienkę w szkole i po chwili właśnie tam stałam. Poprawiłam rozczochrane włosy i wyszłam na korytarz. Była właśnie przerwa. Tak długo mnie nie było? Sprawdziłam na planie, gdzie mam następną lekcję. Trafiłam tam bez większego trudu. Po ośmiu nudnych godzinach wyszłam ze szkoły. Nie czułam takiego zmęczenia jak kiedyś po całym dniu spędzonym w szkole. Teraz tryskałam energią, która buzowała we mnie szukając ujścia.
Przeszłam przez plac przed szkołą i skierowałam się do swojego mieszkania.


          Przez kilka tygodni nic się nie działo. Chodziłam do szkoły, a jak pojawiały się różne obrazy w mojej głowie wychodziłam z lekcji pod pretekstem złego samopoczucia, chowałam się w toalecie i teleportowałam na miejsce śmierci. Po jakimś czasie przyzwyczaiłam się do tego, że przed oczami pojawiają mi się obrazy z życia dusz. Colin wiele razy mnie odwiedzał i uczył wszystkiego, co jest związane z tym kim teraz jestem. No właśnie kim? Czuję się, jakbym była zwyczajnym człowiekiem, ale robię rzeczy które zwykły człowiek nie byłby w stanie zrobić. Jestem teraz, jakby to powiedzieć... śmiercią. Tylko, że ja wysyłam dusze do lepszego miejsca niż śmierć o której opowiadał mi Colin. Podobno jest bardzo stara i jest przesiąknięta złem. Wchłaniam wszystkie informacje jakie mi opowiada jak gąbka. Czasami czuję, że nie mogę mu ufać, ale dlaczego? Przecież mnie uratował. Gdyby nie on byłabym już martwa. Jestem mu za to wdzięczna. Tylko często tęsknię za rodzicami. Oddałabym wszystko, żeby znów ich zobaczyć, przytuli, lecz to są tylko marzenia. Już nigdy nie zobaczę rodziców. Będę żyć wiecznie, a oni umrą zostawiając mnie na tym świecie samą. O jeszcze Dylan. On... jest dziwny. Od tamtej sytuacji przed damską toaletą unika mnie. Jakby się mnie bał, choć często się na mnie patrzy. Czuję to. Gdy to robi po całym ciele przechodzi mi nieprzyjemny dreszcz. Wiele razy mam ochotę do niego podejść i porozmawiać, ale w ostatnim momencie rezygnuję. Siedzę właśnie na kanapie i oglądam jakiś film objadając się popcornem. Jest już późno, dochodzi północ. Od jakiegoś czasu nie czuję zmęczenia, rzadko też sypiam. Ponieważ nie potrzebuje tyle snu, co zwykły człowiek. Dlatego zazwyczaj nocami oglądam filmy lub chodzę po mieście. Nagle poczułam się dziwnie. Zakręciło mi się w głowie i zobaczyłam napisany złotymi literami adres. Gdy w końcu wszystko znikło, a ja znów widziałam ekran telewizora, wstałam szybko z sofy. Nawet jednej chwili wytchnienia, pomyślałam. Zabrałam bluzę leżącą obok, ponieważ noce bywają chłodne i ubrałam ją na siebie. Przypomniałam sobie dokładnie adres i teleportowałam się tam. Teleportacja była chyba najdziwniejsza z tego wszystkiego. Gdy to robiłam, czułam łaskotanie na całym ciele, co było nawet przyjemne, a następnie stałam już w innym miejscu. Tym razem też tak było. Znalazłam się w jakimś ciemnym zaułku. Dlaczego większość osób właśnie tam musi umierać? To przypomina mi o mojej śmierci, którą chce wymazać z pamięci. Wzdrygnęłam się na samą myśl wejścia do zaułka. Do tego było tak ciemno, że nic nie mogłam zobaczyć. Chodź podobno byłam nieśmiertelna, jeszcze nie umarłam po raz drugi i wolałam nie kusić losu. Westchnęłam i weszłam w ciemność. Czułam śmierć. Wiedziałam, że zwłoki są blisko. Właśnie! Tak czuję śmierć, wiem nawet kiedy ktoś umrze. To jeszcze mnie przeraża. Nie chce tego widzieć. To tak jakby każdy miał nad głową zegar odliczający lata, miesiące, tygodnie, dni, godziny, minuty i sekundy do śmierci. Stop! Zatrzymałam się nagle. Oprócz zwłok był tu jeszcze ktoś i to nie byłam ja. Wytężyłam wzrok, ale i tak nie mogłam nic dojrzeć. Ale zamiast tego usłyszałam oddech. Ktoś oddychał! Na szczęście mrok rozjaśniła dusza, która wyszła z ciała. Dzięki temu mogłam zobaczyć więcej szczegółów. Przede mną stała jakaś postać, na szczęście odwrócona do mnie plecami. Moje serce od razu zaczęło bić szybciej, chociaż próbowałam je uspokoić. Przeniosłam wzrok na duszę unoszącą się w powietrzu. Była to kobieta, około trzydzieści lat. Więcej dowiem się jak we mnie wniknie. Ja i postać przede mną staliśmy tak, że dusza mogła zobaczyć nas oboje. Przeskakiwała wzrokiem ode mnie do postaci i na odwrót. W końcu uśmiechnęła się i zaczęła lecieć w moją stronę. A po chwili zniknęła w moim ciele. Przed moimi oczami znów pojawiły się różne obrazy. Ta kobieta miała trzydzieści pięć lat i miała na imię Lia. Gdy znów mogłam widzieć swoimi oczami, odetchnęłam z ulgą.

- Kim jesteś? - zapytała postać. Skądś znałam ten głos. Tylko nie miałam pojęcia skąd. 

- Ja... - wydukałam i zaczęłam się cofać w stronę wyjścia z zaułka. Mój oddech przyśpieszył, serce również. Gdy byłam już dostatecznie blisko chodnika był mogła uciec. Puściłam się biegiem. Nie mam pojęcia, gdzie jestem i gdzie biegnę. Liczyło się tylko to by go zgubić. Słyszałam jak biegnie za mną. Moje stopy uderzały głośno o podłoże, a on deptał mi po piętach. Nagle poczułam szarpnięcie za prawe ramię, które spowodowało, że musiałam się zatrzymać. Już po mnie. Już po mnie, myślałam wciąż. Mężczyzna odwrócił mnie w swoją stronę. Strach ścisnął mnie za gardło. Wstrzymałam na chwilę powietrze. Gdy stałam już twarzą w twarz z nim otworzyłam szeroko oczy.

- Gabrielle? - powiedział zdziwiony chłopak. Już wiem skąd znałam jego głos. Stałam jak z kamienia nic nie mówiąc. Wpatrywał się we mnie z szeroko otwartymi oczami. Chyba nie mógł uwierzyć, że mnie widzi. Zresztą ja też. Co on tam robił? Widział tą duszę? Miliony pytań zalewały w tym momencie moją głowę - Co ty tu robisz?

- Stoję - odpowiedziałam próbując powstrzymać drżenie głosu - Możesz mnie puścić? - wysyczałam. Teraz byłam wściekła.

- Jeśli mi odpowiesz.

- Przecież powiedziałam - jaki on jest wkurzający.  

- Co robisz w tej części miasta sama?

- Byłam się przejść - odpowiedziałam.

- Wiesz w ogóle, gdzie jesteś?

- Pewnie! - rzuciłam szybko, chodź tak na prawdę nie miałam pojęcia. Musiałam mu jak najszybciej uciec. Próbowałam wyrwać rękę z jego uścisku, ale był za silny. Westchnęłam - Czego chcesz?

- Wyjaśnień - powiedział.

- Co mam ci wyjaśniać?

- Kim tak na prawdę jesteś - odpowiedział.

- Nie rozumiem o co ci chodzi - warknęłam. Chłopak patrzył na mnie podejrzliwie, a ja wytrzymałam jego wzrok.

- Spowodowałaś trzęsienie ziemi. Od jakiegoś czasu znikają dusze. Teraz pojawiłaś się ty i dusza tej kobiety po prostu w ciebie weszła - wyliczał.

- Powinieneś się leczyć, Dylan - powiedziałam - O czym ty do cholery mówisz?

- Nie udawaj głupią - warknął - Wiem, że masz z tym coś wspólnego.

- Z czym? - krzyknęłam.

- Ze zniknięciami dusz oczywiście. Czym jesteś? - zapytał mocniej ściskając moją rękę.

- Puść mnie idioto! - krzyknęłam - Jakbyś jeszcze nie zauważył to jestem człowiekiem.

- Nie, nie jesteś. Zwykły człowiek nie mógłby wywołać trzęsienie ziemi swoim gniewem.

- Przewidziało ci się - powiedziałam, bałam się, że odkryje kim jestem. Pewnie by wszystkim powiedział. A tego nie chciałam - Zresztą śpieszę się.

- Gdzie? - zapytał głupio.

- Jak to gdzie? Do domu. Puścisz mnie wreszcie? - tym razem spełnił moją prośbę, po czym odsunął się trochę.

- Jeszcze z tobą nie skończyłem - wysyczał i odszedł.
           
             Wreszcie mogłam odetchnąć z ulgą. Co za palant. Ale skąd on wiedział o duszach? Widział je? Nie, to nie możliwe. Chyba, że byłby taki jak ja. Z tymi myślami zasnęłam na miękkim łóżku w swoim mieszkaniu. Nawet jeśli nie potrzebowałam tyle snu co ludzie, byłam niesamowicie zmęczona i oczy same mi się zamykały, chociaż wcale tego nie chciałam.